Pokazywanie postów oznaczonych etykietą United States. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą United States. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 września 2009

Latanie coraz droższe

0 komentarze

British Airways Boeing 767, featuring "De...Image via Wikipedia

Jeśli planujesz podróż zagraniczną samolotem, kup bilety jak najszybciej - radzi "Rzeczpospolita". I nie licz na tanie linie.
Tendencja taniejących biletów skończyła się - wieszczy gazeta. Nawet największe linie lotnicze nie są bowiem w stanie obniżać cen bez końca.Tym bardziej, że nawet one mają poważne problemy finansowe.

Nawet klasa biznes drożeje

British Airways w I kwartale tego roku miało stratę 401 mln funtów, niemiecka Lufthansa - 256 mln euro, a Air France/KLM - aż 500 mln euro. Tanie linie mają jeszcze poważniejsze problemy.

- Nie ma co liczyć na to, że akcjonariusze będą akceptowali powiększające się straty - mówi gazecie Anna Ingham-Grant, odpowiedzialna w British Airways za Europę Środkową i Wschodnią. British Airways już podwyższa ceny, zmniejszyło też dostępność najtańszych miejsc w swoich samolotach. Podrożały bilety nawet w klasie biznes i pierwszej, które najtrudniej zapełnić.

tvn24
Reblog this post [with Zemanta]

Zbankrutowały tanie linie lotnicze SkyEurope

0 komentarze

BaliceImage by magro_kr via Flickr

01.09. Wiedeń (PAP) - Austriacko-słowackie tanie linie lotnicze SkyEurope poinformowały we wtorek, że wstrzymują działalność w trybie natychmiastowym po tym, gdy zajmujący się ich restrukturyzacją zarząd powierniczy złożył wniosek o wszczęcie postępowania upadłościowego.

Jako przyczynę bankructwa podano "brak możliwości uzyskania przejściowego pomostowego finansowania działalności operacyjnej".

Walczące od lat o przetrwanie towarzystwo SkyEurope ogłosiło w czerwcu niewypłacalność, uzyskując jednocześnie przewidzianą prawem słowackim ochronę przed wierzycielami.

Port lotniczy w Wiedniu wstrzymał w połowie sierpnia odprawy samolotów SkyEurope z powodu nieuregulowania zaległych rachunków. Zaradzono temu, przewożąc pasażerów autobusami do Bratysławy, gdzie rozpoczynali powietrzną podróż. Również lotnisko w Pradze poinformowało w poniedziałek, iż do czasu otrzymania należnych pieniędzy rezygnuje od wtorku z obsługiwania niesolidnego przewoźnika. W poniedziałek wieczorem doszła do tego wiadomość o odwołaniu wszystkich rejsów SkyEurope z Bratysławy.

Rzecznik SkyEurope Ronald Schranz wyraził ubolewanie z powodu powstałych niedogodności dla podróżnych, oświadczając jednocześnie, iż oczekujący w zagranicznych portach lotniczych klienci przedsiębiorstwa muszą sami poszukać alternatywnych możliwości powrotu. Według rzecznika, sprawa dotyczy "kilku tysięcy" osób, ale dokładnej ich liczby nie był w stanie podać.

google
Reblog this post [with Zemanta]

niedziela, 16 sierpnia 2009

LOT Polish Airlines, Boeing 767-25D/ER, Missis...Image by Ian Muttoo via Flickr

W zderzeniu w powietrzu dwóch myśliwców Su-27 w Rosji, zginął jeden pilot, a pięć osób zostało ranionych szczątkami samolotu. To nie jedyna katastrofa lotnicza, do jakiej doszło w niedzielę w Rosji. Dwie osoby zginęły w katastrofie samolotu szkoleniowego Jak-52. Natomiast we włoskim Rimini awaryjnie lądował Boeing rosyjskich linii lotniczych.

Do katastrofy myśliwców doszło w pobliżu miasta Żukowskij pod Moskwą. Tutaj trwają przygotowania do otwarcia Międzynarodowego Salonu Lotniczego i Kosmicznego, stąd też częste próbne loty rosyjskich samolotów. Maszyny zderzyły się właśnie podczas jednej z takich prób.

Dwa Su-27 zderzyły się w powietrzu nad lotniskiem Ramienskoje. Wszyscy trzej piloci zdążyli się katapultować, jednak jeden z nich nie przeżył katastrofy. Obie maszyny runęły na ziemię w pobliżu lotniska. Agencja RIA-Nowosti poinformowała, że śmiertelną ofiarą kolizji jest 45-letni Igor Tkaczenko, dowódca elitarnej grupy pilotażowej "Rosyjscy Witezie". Uważany za jednego z najlepszych pilotów w Rosji. Latał na samolotach L-29, MiG-21, MiG-29, Su-27 i Su-35, a także na Mirage-2000 i F-16.

Rosyjski MON potwierdził śmierć pilota. - Próbował się katapultować. Jego ciało znaleziono obok spadochronu już na ziemi - relacjonował z Moskwy korespondent TVN24 Andrzej Zaucha.

Spadły na wioskę, są ranni

Dziennikarz relacjonował również moment katastrofy.
- Samoloty miały za zadanie przegrupować się w pewnym momencie. Jeden z pilotów został z tyłu i próbując dogonić całą grupę. Najwidoczniej przyspieszył zbyt mocno - mówił Zaucha. Korespondent ocenił, że "być może dostał się w strumień powietrza silnika". - Samolot rzuciło w bok i uderzył w sąsiednią maszynę - opowiadał.

Jeden z samolotów spadł na pole w rejonie wsi Tiażino, a drugi - na działki letniskowe w miejscowości Bojarkino koło miasta Żukowski. W tym drugim miejscu maszyna runęła na trzykondygnacyjny dom. Pięć osób zostało rannych. Stan jednej z nich lekarze oceniają jako bardzo ciężki.

Rycerze się zderzyli

Myśliwce, które się zderzyły, należały do elitarnej grupy pilotażowej "Rosyjscy Witezie". Loty próbne odbywała też inna, słynna grupa pilotażowa - "Jerzyki".

W chwili katastrofy w powietrzu znajdowało się 9 maszyn - pięć Su-27 i Su-30 z "Rosyjskich Witezi" oraz cztery MiG-29 z "Jerzyków".



Trenowali przed salonem


Po tym, jak doszło do katastrofy loty zostały wstrzymane. Jednak jak zapowiedziała dyrekcja MAKS-2009 zapowiedziała, wypadek nie wpłynie na przebieg salonu - loty wkrótce zostaną wznowione.

Su-27 to zazwyczaj jednomiejscowy myśliwiec przewagi powietrznej. Jednak np. w wersji szkolno-bojowej tego samolotu - Su-27UB w kabinie mieści się dwóch pilotów.


Czarna niedziela

W niedzielę doszło też do drugiej katastrofy - rozbił się samolot szkoleniowy Jak-52. O wypadku poinformowało rosyjskie Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych.

Do katastrofy doszło w pobliżu miejscowości Gurjewo, w obwodzie kałuskim, ok. 100 kilometrów na południowy zachód od Moskwy.

Maszyna spadła wkrótce po starcie z lotniska Bragino. Na ziemi nikt nie ucierpiał.


Awaria Boeinga

Także w niedzielę samolot Boeing 757-200 rosyjskich linii lotniczych Vim-Avia musiał awaryjnie lądować we włoskim mieście Rimini. Maszyna musiała przerwać lot po tym, jak na wysokości kilku tysięcy metrów zapalił się jeden z silników. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

[http://www.tvn24.pl]


Reblog this post [with Zemanta]

Podróże kulinarne - Słowenia. Pijana świnia, gibka sarna

0 komentarze

Description unavailableImage by _Blaster_ via Flickr

Ten niewielki kraj oferuje ponad 1200 narodowych specjałów kulinarnych

W dawnych czasach na ziemiach obecnej Słowenii co innego jadało się na plebanii, w wojsku czy wśród wiejskich najmitów. Także regiony i mniejszości narodowe miały (i mają) swoją specyfikę. Pierwsza książka kucharska w języku słoweńskim "Kuharske bukve" ukazała się dokładnie 210 lat temu. Tłumaczenia z niemieckiego dokonał wydawca Valentin Vodnik, ksiądz, poeta, filozof i wielbiciel dobrego jedzenia. Zawiera receptury ponad 300 dań, a także rady kucharskie, opisy naczyń i produktów.

***

Na Nizinie Panońskiej i na Istrii znakomicie dojrzewa pršut - suszona na wietrze wieprzowa szynka (przypomina włoskie prosciutto). Golonki, sznycle, placki ziemniaczane czy jabłkowy strudel dominują wzdłuż granicy z Austrią. Okolica Murskiej Soboty słynie z gulaszowej zupy, bograczy, tłustych naleśników, rybnych polewek i ostrej czereśniowej papryczki dodawanej prawie do wszystkiego. Królową wypieków jest gibanica - cienkie warstwy ciasta kilka razy przekładane nadzieniem z maku, orzechów włoskich, jabłek i sera (prekmurska gibanica i szynka zdobyły certyfikat produktu regionalnego UE). Bela Krajina i Primorska szczycą się tysiącletnią tradycją przygotowywania baraniny i mięsa koziego.

Jako wyjątkowo treściwą odebrałem kuchnię z Gorenjskiej Doliny. Przygotowywana tam prata to kilogram rozdrobnionej głowizny, wymieszanej z kawałkami białego chleba, garścią czosnku, skrojoną wielką cebulą, pietruszką i przyprawami. Masę uzupełnia się jeszcze 25 jajami i wieprzowym tłuszczem. Upieczony w foremce specjał kroi się potem jak chleb (trzy plastry to całodzienny posiłek). Z okolic Gorenja zapamiętam też intrygujące nazwy: pijana świnia, pijana baba, gibka sarna. W Idriji smakowały mi žlikrofi - maleńkie pierożki z rozmaitym nadzieniem. Briško ujęło mnie pulchną, złocistą polentą okraszoną kawałkami podsmażonej domowej kiełbasy. Wielkie pierogi wypełnione farszem z aromatycznych żeberek (budle) popijałem czerwonym wytrawnym winem w Posoeju. Istria to ryby, owoce morza, zupa z kałamarnicy, trufle i nalewki ze zbieranych tu owoców.

***

Z maleńkim regionem Prekmurje kojarzą mi się mączne dania, dużo pieczywa, tłuste ciasta, smalec, gulasz, czereśniowe destylaty i białe wina. Kawałek ziemi wciśnięty między Austrię, Węgry i Chorwację od reszty kraju oddziela rzeka Mura, lewy dopływ Drawy. Prawie tysiącletnia zależność od Węgier ukształtowała odrębność regionu trwającą do dziś. Tu ludzie zawsze ubierali się inaczej niż w głębi kraju, mówili nieco innym językiem i co innego kładli na stół. Jeszcze na początku XX w. panowała tu bieda. Na przednówku jadano żołędzie, liście mniszka, brukiew i pokrzywę.

Trwający od II wojny światowej cywilizacyjny awans Słowenii widać także w kuchni. Dziś wszystkich, nawet na co dzień, stać na pogacze, gundel palacsinta, bogracz, perkelt, leczo i torcik Sachera. Jada się tutaj nie tylko dania typowe dla tradycji węgierskich sąsiadów. Modne staje się prowadzenie kuchni uniwersalnej, pełnej różnorodności i nowinek ze świata.

Z Prekmurja pochodzi najbardziej znana gibanica (produkt regionalny chroniony certyfikatem UE), ciasto dość pracochłonne, bogate w składniki i bardzo kaloryczne.

Najpierw robimy (lub kupujemy gotowe) ciasto francuskie, a następnie przygotowujemy cztery różne nadzienia do przełożenia warstw: makowe (szklankę maku zalanego gorącym mlekiem mielemy, dodajemy trzy łyżki cukru lub miodu, jajko, słodką śmietanę i szczyptę wanilii), serowe (dwie kostki homogenizowanego sera ucieramy z czterema łyżkami cukru, jajkiem i słodką śmietanką, dodając rodzynki i budyń śmietankowy w proszku), orzechowe (szklankę zmielonych orzechów włoskich mieszamy z czterema łyżkami miodu, cukrem waniliowym i szczyptą cynamonu, dodając pół szklanki mleka), jabłkowe (pół kg obranych i pokrojonych w cienkie plastry jabłek gotujemy ok. 10 min z czterema łyżkami cukru lub miodu, startą skórką z jednej cytryny i szczyptą cynamonu).

Po upieczeniu ciasta francuskiego, na wystudzony spód kładziemy nadzienie makowe, przykrywamy płatem ciasta i smarujemy roztopionym masłem - tak samo robimy z kolejnymi nadzieniami, wierzchni płat ciasta polewamy połową szklanki śmietany. Pieczemy ok. godziny w temperaturze 170 st. C.

***

Kilka dni warto spędzić w dolinie Vipavy, kameralnym zakątku słoweńskiej prowincji - godzina jazdy z Lublany w kierunku południowo-zachodnim. Vipavski ser twardy, pikantna jota (suszona w słońcu szynka) i orzechowa struklja zawsze będą mi ją przypominać. Od kwietnia do listopada bez przerwy można tu coś smacznego wykopać, ściąć, zebrać, zerwać i rozłupać. Warunki dojrzewania winogron są podobne do tych w Burgundii i Toskanii. Merlot, cabernet, chardonnay, a obok nich rodzime szczepy: zelen, malvasia, rebula. Ponoć już za czasów Napoleona Francuzi znali i cenili tutejsze dionizjaki. Vipavska Winna Droga liczy ponad 50 winnic, farm, gospodarstw agroturystycznych i piwnic. Niektóre rody zajmują się produkcją win od ponad dwustu lat. Degustując je można też skorzystać z domowej kuchni, wynająć rowery czy konie wierzchowe, a dzieci wysłać na place zabaw. Już za ok. 30 euro od osoby na dobę zjemy dwa posiłki, skosztujemy kilku gatunków win i nalewek oraz zanocujemy.

[http://wyborcza.pl]

Reblog this post [with Zemanta]

Podróże jak życie - pełne pieprzu i wanilii

0 komentarze

Orchestrated cloudscape (36850003)Image by Shutterhack via Flickr

O pięknie świata i uśmiechu, z Elżbietą Dzikowską, znaną podróżniczką rozmawia s. Ines Krawczyk MChR

Pani przygoda z podróżami rozpoczęła się już w szkole i trwa do dziś. Czy podróże mają w sobie coś z magnesu - jak się rozpocznie, to nie można skończyć?

- Oczywiście. Jest to magnes, więcej, to choroba od której wyzwolić się nie można. U prawdziwego podróżnika ciekawość świata nigdy nie wygasa, a wręcz jest pobudzana, ponieważ ciągle narasta chęć poznawania coraz to nowych miejsc. Podróże są najlepszymi uniwersytetami. Można na nich skończyć różne wydziały, choćby archeologię, politologię, geografię, językoznawstwo, religioznawstwo i historię sztuki.

Jak długo przygotowuje się Pani do podróży i jak duża jest ekipa, z którą wyrusza Pani w drogę?

- Kiedy pracowałam w redakcji miesięcznika "Kontynenty", jako dziennikarz kierujący działem Ameryki Łacińskiej, podróżowałam sama. Później razem z mężem Tonym Halikiem. Robiliśmy wtedy filmy "Pieprz i wanilia". Później z przyjaciółmi lub z biurami podróży. Kilkakrotnie nawet sama prowadziłam wyprawy. Najbardziej lubię podróżować w małej grupie, ponieważ wtedy można się wymieniać doświadczeniami, można się razem zachwycać, nawzajem sobie pomagać, a później można razem wspominać.

Zwiedziła Pani wiele miejsc naszego globu. Czuje Pani nadal uczucie niedosytu?

- Oczywiście, niedosyt ciągle tkwi we mnie i chyba nigdy się nie wyczerpie. Na szczęście jest jeszcze wiele miejsc, których nie zwiedziałam. Niedawno wróciłam z Gabonu, który jest niezwykle interesujący i zupełnie nieturystyczny. Jest tam dżungla pokrywająca 80 proc. kraju, mnóstwo zwierząt, a przede wszystkim ludzie z niezwykle ciekawymi obyczajami. We wrześniu wybieram się na Madagaskar tropem Arkadego Fiedlera. Mam nadzieję, że zobaczę nie tylko lemury, sławną aleję baobabów, ale poznam ciekawych ludzi i przywiozę stamtąd coś nowego do Muzeum Podróżników im. Tonego Halika w Toruniu - do którego serdecznie zapraszam. Mamy tam dość pokaźną ekspozycję ze zbiorów, którymi ilustrowaliśmy programy "Pieprz i wanilia". Postanowiłam, że muszę dotrzeć jeszcze w wiele miejsc, żeby ubogacić te zbiory, a przez to żeby zachęcić szczególnie młodzież do podróżowania i poznawania świata. To ważne, żeby poznawać świat, żeby porównywać go z tym, co mamy u siebie w kraju, wyciągać z tego korzyści, uczyć się szacunku dla ludzi i empatii.

Wielką sztuką jest odnalezienie piękna w prostocie, a Pani potrafi odnajdywać je bezbłędnie. Jaki jest na to sposób?

- Niejako z zawodu jestem estetką, bo jestem historykiem sztuki. Zatem mam nie tylko serce ale i oko wyczulone na piękno. Uważam, że sztuka powinna być piękna, także sztuka filmowa. Kadry powinny być wysmakowane, bo tylko wtedy kształtujemy wrażliwość odbiorców, wyczulamy ich na piękno i dobro.

Przygotowała Pani dla nas tysiące zdjęć, filmów, reportaży? Czego nie dało się w nich pokazać?

- Chyba nie ma czegoś takiego, czego nie udało mi się pokazać. Owszem, nie chciałam pokazywać tego, co brzydkie, a więc zbrodni i krwi. Razem z mężem chcieliśmy zainspirować naszych widzów do życzliwości dla świata. Staraliśmy się pokazywać świat od dobrej strony, ale nie unikaliśmy scen, na których była bieda i nieszczęścia - bo takie przecież jest życie. Dbaliśmy jednak o to, żeby nie epatować zbrodnią i przemocą.

Podróż, do której zawsze wraca Pani pamięcią?

- To podróż do Vilcabamby, ostatniej stolicy Inków. Była to podróż odkrywcza, która pozwoliła nam dotrzeć do zagubionej w dżungli ostatniej stolicy Inków, do której nie było łatwo trafić. Mój przyjaciel, nieżyjący już prof. Edmundo Guillen odnalazł w Archiwum Indiańskim w Sewili listy żołnierzy hiszpańskich, którzy brali udział w podboju Vilcabamby i opisywali trasę. Więc tropem tych listów udało nam się trafić do Vilcabamby i udowodnić, że to miejsce jest dawną stolicą Inków. Napisałam książkę na ten temat, zrobiliśmy filmy i stało się to moją przepustką do członkostwa w The Explorers Club. Ostatnie dni tej podróży przemierzaliśmy na koniach i mułach. Spadłam wtedy z konia, który ciągnął mnie kilkadziesiąt metrów z nogą w strzemieniu. Na szczęście od strony skały, a nie przepaści. Mój mąż z przerażenia nie zrobił mi wtedy zdjęcia, czego później ogromnie żałował.

Mówi się że podróże kształcą - czego Pani uczą?

- Przede wszystkim tolerancji, empatii i szacunku dla innego człowieka, dla jego przekonań, i dla jego obyczajów. Moim zdaniem najważniejsza jest tolerancja, bo inaczej świat dochodzi do niepotrzebnych konfliktów.

Wiemy, że oprócz wszystkich krajów, które Pani zwiedziła - tych bliskich i dalekich, kocha pani także nasze Polskie Bieszczady. Czym zasłużyły sobie na to?

- Przede wszystkim przyrodą, która jest tam jeszcze dzika. Bieszczady są piękne. Widać z nich Ukrainę, Słowację, a czasami nawet Taty. Szczególnie zapraszam do odwiedzenia ich jesienią, kiedy złocą się jawory a buki czerwienią... A w zimie, nawet jeśli wszędzie jest plucha, to tam jest słońce i śnieg. Tam też właśnie spędzam zawsze Święta Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Jestem honorowym obywatelem Ustrzyk Górnych, mieszkam w Hotelu Górskim - tam mam pokój z widokiem na Połoninę Caryńską.

Z powodu odbytych tak licznych podróży ma Pani trochę pewnie "podzielone serce". W której części świata mieszka jego największy "kawałek"?

- Niewątpliwe w Bieszczadach. Choć lubię także Międzylesie, miejsce, w którym mieszkam - jest to moje miejsce na ziemi. Wyjeżdżam chętnie, ale powracam z jeszcze większą ochotą. A tak naprawdę to cała Polska jest piękna. Dlatego zachęcam moich czytelników aby ją zwiedzali. Polska pełna jest fantastycznych regionów, zabytków oraz ludzi z pasją. Teraz w lecie szczególnie namawiam do wędrowania po różnych szlakach, a to po szlaku Piastowskim, godnym pielgrzymki narodowej, a to po najdłuższym pasku Polski czyli Półwyspie Helskim, a to po szlaku tatarskim z meczetami w Bohonikach i Kruszynianach. Warto też zajrzeć do Puszczy Białowieskiej. Oczywiście zapraszam na Dolny Śląsk, na którym jest więcej pałaców i zamków niż nad Loarą. Polecałabym także szlak architektury drewnianej, kościoły i cerkiewki pełne starych, pięknych polichromii. Warto także zajrzeć do Torunia. To przepiękne miasto, zachowało swoją substancje średniowieczną, w rozplanowaniu ulic przepiękne stare kamieniczki, a także najpiękniejszy ratusz gotycki na świecie. Polskę naprawdę warto zwiedzać!

W swoim albumie "Uśmiech świata" przekonuje nas Pani, że ziemia jest planetą ludzi uśmiechniętych, a przecież w swoich podróżach niemal dotykała Pani cierpienia i niesprawiedliwości. Zatem dlaczego uśmiech?

- Uśmiech to najlepszy język międzynarodowy, najkrótsza droga do serca i najpiękniejszy podarunek. Dając uśmiech dajemy tak wiele i nie tracimy nic. Poza tym uśmiech przypomina nam starą zasadę, że najważniejsze jest: BYĆ, a nie: mieć. Staram się więc promować uśmiech. Oprócz albumu, o którym mowa, przygotowałam także wystawę pt.: "Uśmiech świata". Odwiedziła ona już wiele miast Polski. Jest to wystawa plenerowa, ale i w takim mniejszym formacie, powędrowała do galerii i muzeów. Uważam, że Polacy za mało się uśmiechają, chciałam więc im to zaproponować, pokazując że w krajach biednych, zwłaszcza w Azji południowo-wschodniej ten uśmiech częściej gości na twarzach jej mieszkańców.

Życie każdego z nas, to wielka podróż - w jednym kierunku, choć różnymi "środkami". Jak iść przez nie, żeby nie zabłądzić i nie przegapić piękna świata?

- Myślę, że należy iść prosto. Trzeba być szczerym, otwartym na ludzi i na świat, na jego urodę ale i na jego bolączki, żeby im zapobiec.

[http://fakty.interia.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Pyrzowice stawiają na samoloty transportowe

2 komentarze

Wizz AirImage by robinhamman via Flickr

Lotnisko w Pyrzowicach nie chce już ścigać się o pasażerów z krakowskimi Balicami. Zamiast tego zamierza budować nowe hangary i magazyny zdolne obsłużyć największe transportowe samoloty świata. Czy bazy cargo okażą się strzałem w dziesiątkę?

Górnośląskie Towarzystwo Lotnicze jeszcze w tym roku ogłosi przetarg na projekt nowego terminalu. Ale tym razem nie będzie to budynek dla pasażerów, ale największa w Polsce baza przeładunkowa, tzw. cargo. Ma kosztować około 16 mln euro i powstać do 2013 roku. Nowe hangary, magazyny i parkingi dla ciężarówek zlokalizowane zostaną po drugiej stronie terminalu pasażerskiego. Lotnisko już zarezerwowało potrzebne do rozbudowy grunty.

- Prawie 60 proc. potrzebnych pieniędzy wyłoży Unia Europejska - mówi Cezary Orzech, rzecznik Pyrzowic.

Choć o bazie cargo mówiło się w Pyrzowicach od dawna, zawsze kończyło się tylko na planach. Najpierw powodem był fatalny dojazd do lotniska - krętymi, nieoświetlonymi drogami - potem, gdy powstała już nowa droga ekspresowa, brak pieniędzy.

Ale teraz władze GTL-u doszły do wniosku, że nie ma już co przeciągać decyzji o rozbudowie lotniska. W Pyrzowicach, podobnie jak w innych portach w kraju, systematycznie maleje bowiem liczba pasażerów. Nie pojawiają się nowe linie, a gdy uruchamiana jest nowa trasa, to równocześnie zamyka się jakąś starą. Baza cargo ma otworzyć nie tylko nowe możliwości zarabiania pieniędzy, ale też pozwolić wykorzystać świetne położenie geograficzne Pyrzowic: z dala od aglomeracji. Coś, co dla pasażerów jest sporym utrudnieniem, dla firm transportowych może być atutem. Samoloty transportowe będą mogły latać nawet w nocy, nie budząc mieszkańców.

Nawet planowana rozbudowa pasa startowego i zwiększenie jego długości z 2,8 do 3,8 km prowadzone będzie bardziej z myślą o samolotach transportowych niż pasażerskich. Już teraz w Pyrzowicach mogą lądować największe transportowce świata, m.in. ukraiński AN-255 Mrija. Jednak by taki kolos mógł dziś bezpiecznie wystartować, może zatankować tylko połowę paliwa lub zabrać na pokład połowę ładunku. Po rozbudowie pasa problem zniknie i nawet takie olbrzymie samoloty transportowe będą mogły lądować i startować z pełnym obciążeniem.

- Dziś docierają do nas tylko przesyłki kurierskie, a chcemy, aby powstała tu baza umożliwiająca transport towarów w specjalnych kontenerach. To szansa na pojawienie się nowych, wyspecjalizowanych linii - mówi Orzech i wskazuje potencjalnych zainteresowanych: duże fabryki, które powstały w specjalnej strefie ekonomicznej. Choć już dziś zdarza się, że części do gliwickiego Opla czy fabryki Isuzu w Tychach przylatują samolotami do Pyrzowic, wciąż są to jednak sporadyczne przypadki. - Mamy nadzieję, że gdy na lotnisku powstanie nowa infrastruktura, zwiększy się też ruch transportowy - mówią w GTL-u.

Paweł Cybulak, szef specjalistycznego portalu Pasazer.com, twierdzi, że plany Pyrzowic mogą okazać się strzałem w dziesiątkę. - Pamiętajmy, że również transport samolotowy zapewnia lotnisku spore zyski. W sytuacji gdy Wizz Air, największa linia w Pyrzowicach, nie uruchamia już tylu nowych kierunków co kiedyś, to może być dobre uzupełnienie ruchu pasażerskiego - ocenia Cybulak.

Ale przedstawiciele firm, z którymi rozmawialiśmy, studzą nieco ten zapał. Transport powietrzny jest bowiem wciąż dużo droższy, niż przewożenie towarów ciężarówkami czy koleją. Dlatego nawet największych potentatów nie zawsze stać na wynajęcie samolotów. - Zdecydowaliśmy się na to raz, gdy musieliśmy sprowadzić części z Argentyny do produkowanej w Tychach sieny - mówi Bogusław Cieślar, rzecznik Fiat Auto Poland.


[http://miasta.gazeta.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

środa, 12 sierpnia 2009

Czy można lecieć samolotem w czasie ciąży

0 komentarze

masks offImage by cambiodefractal via Flickr

W czasie ciąży można podróżować samolotem najlepiej w II trymestrze. Nie należy jednak wybierać się w dalekie podróże po 36 tygodniu ciąży. Początkowy okres ciąży także nie jest wskazany, z powodu nudności, złego samopoczucia oraz ryzyka omdlenia.


Dr n. med. Krzysztof Arciszewski, specjalista ginekologii i położnictwa, uważa, że w podróż lotniczą kobieta w ciąży nie powinna wybierać się przed 12 tygodniem. W tym okresie bowiem ryzyko poronienia jest największe. Z kolei po 36 tygodniu istnieje ryzyko przyspieszenia porodu w czasie lotu.
Kobiety w ciąży powinny raczej zrezygnować z podróży do krajów tropikalnych lub miejsc z dala od opieki medycznej.
Przed podróżą należy pamiętać o wykupieniu polisy ubezpieczeniowej, które w razie powikłań pokryje koszty medyczne. Firmy ubezpieczeniowe z reguły gwarantują opiekę medyczną nad ciążą do 28. tygodnia. W podróż należy także zabrać kartę ciąży wraz z niezbędnymi danymi, takimi jak termin porodu, grupa krwi, kontakt do lekarza prowadzącego.
W czasie lotu pas bezpieczeństwa należy umieścić poniżej brzucha i zapiąć na wysokości uda. Warto też zająć miejsce przy przejściu i spacerować co pół godziny. Trzeba też pić dożo wody.

Nie należy lecieć samolotem po 37 tygodniu ciąży. W tym okresie istnieje duże ryzyko wystąpienia samoistnego porodu. Ponadto większość linii lotniczych nie zezwala kobietom po 36 tygodniu ciąży na podróż. W przypadku ciąży bliźniaczej nie należy latać po 33 tygodniu.



[http://www.air-europa.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Praca w USA - szansa na wakacje marzeń

0 komentarze

NYC - Bank of New York BuildingImage by wallyg via Flickr

Okazuje się, że praca w USA jest realną propozycją dla każdego studenta i wbrew pozorom zdobycie jej wcale nie musi graniczyć z cudem. Jeśli weźmiemy pod uwagę obiegowy stereotyp, że zdobycie amerykańskiej wizy jest bardzo trudne, szczególnie tej z pozwoleniem na pracę, to w pierwszej chwili trudno dać temu wiarę.

A jednak! Specjalnie z myślą o aktywnych, ciekawych świata młodych ludziach został stworzony program Work & Travel, który łączy wakacje oraz możliwość poznania kultury najbardziej rozwiniętego kraju świata z pracą zarobkową. Jest on realizowany pod nadzorem Departamentu Stanu USA przez amerykańską fundację Cultural Homestay International. W programie Work&Travel (Pracuj i Zwiedzaj) u niektórych organizatorów (np. Student Adventure) niemal wszyscy aplikujący studenci otrzymuje pozytywną decyzję na wniosek o wizę J-1, pozwalającą na 4-miesięczną pracę oraz dodatkowo 4 tygodnie podróżowania po Stanach.


tabela1 Istotą programu jest otwarcie przed studentami możliwości poznania Ameryki - w szczególności tamtejszej kultury i obyczajów - w powiązaniu ze zdobywaniem doświadczenia w pracy zarobkowej. Tę szansę niesie podjęcie legalnego zatrudnienia w firmach i instytucjach amerykańskich. Każdego roku uczestniczą w nim dziesiątki tysięcy młodych ludzi pragnących zakosztować Ameryki. Coraz więcej wśród nich polskich studentów. Tylko w zeszłym roku dzięki promotorowi programu - firmie Student Adventure, na niekonwencjonalne wakacje wyjechało z Polski ponad 1500 osób.

Do Unii czy do Stanów?

Wiele osób powie, że wejście Polski do Unii Europejskiej otworzyło przed Polakami niektóre rynki pracy krajów członkowskich, wobec czego tak odległa podróż staje się zbędna. Trzeba jednak pamiętać, że ilość ofert pracy z UE zaspokaja jedynie niewielki odsetek Polaków chętnych ją tam podjąć. Do tej pory tylko 3 kraje (Wielka Brytania, Irlandia i Szwecja) zdecydowały się przyjmować bez ograniczeń naszych obywateli, a pozostałe wciąż stosują kontyngenty, i to jedynie na prace sezonowe. Zresztą w wymienionych krajach pracy jest też "jak na lekarstwo", a na dodatek rzadko można liczyć na coś więcej, niż przysłowiowy "zmywak" w restauracji. Zajęcia te, oprócz zarobku, nie gwarantują ani rozwoju zawodowego ani szlifowania języka obcego. Są to często krótkotrwałe (kilka tygodni) zastępstwa osób przebywających na urlopach. Później naszych rodaków czeka kolejna faza uciążliwych i pełnych stresów poszukiwań. Tymczasem wyjazd w ramach programu Work & Travel to inwestycja, która się opłaca.

tabela2
Stosunkowo kosztowna podróż za ocean, dzięki legalnej, stałej pracy, zwraca się bardzo szybko. Dodatkowo studenci mają szansę na bliski kontakt z ludźmi, gdyż bardzo wiele ofert to praca w sektorze usług - w hotelach, kasynach, restauracjach. I to nie na zapleczu, a na przysłowiowej "pierwszej linii"! Dzięki temu polscy studenci nie tylko lepiej poznają amerykańską kulturę i język oraz wypracowują sobie tzw. "historię" do CV, ale także mają możliwość dorabiania niemałych kwot napiwkami.

Ważne nie tylko zarobki, ale również ceny i koszty utrzymania

Nikt nie neguje, że również w krajach Unii można bardzo przyzwoicie zarobić (pod warunkiem zdobycia stałej pracy na dłuższy czas). Jednak wynagrodzenie to tylko jedna strona medalu. Należy również pamiętać o kosztach utrzymania - a te są w USA zdecydowanie niższe niż w Europie. Np. mieszkanie można wynająć za 200-250 dolarów na miesiąc, a w Wielkiej Brytanii normą jest cena w granicach 500 dolarów - czyli co najmniej dwa razy drożej. Odpowiednio tańsza jest też żywność czy paliwo. Dodatkowym benefitem w przypadku wyjazdu do USA jest możliwość zrobienia tanich zakupów (np. sprzętu elektronicznego), a także organizacji po kilku miesiącach pracy fantastycznej wycieczki objazdowej po tym niezwykłym kraju, a nawet wypoczynku na Florydzie, w Kalifornii czy Meksyku. Ceny nie rzucają na kolana, baza turystyczna jest bardzo dobrze rozbudowana i dopasowana do kieszeni każdego turysty - nawet studenta. A kupno samochodu na kilka tygodni jest stosunkowo proste i nie wymaga angażowania znacznych kwot - np. wóz terenowy dobrej marki w bardzo przyzwoitym stanie kosztuje już od kilkuset dolarów.

Kto może uczestniczyć w programie?

Aby zostać uczestnikiem Work & Travel, wystarczy: mieć 18-30 lat, być studentem wyższej uczelni lub studium policealnego, mówić po angielsku (osoby ze słabą znajomością mogą ubiegać się o pracę na zapleczu - tzw. back of the house), mieć ważny paszport. Studenci, którzy decydują się na wyjazdy do USA za pośrednictwem wyspecjalizowanej agencji (np. Student Adventure), jeszcze w Polsce odbywają obowiązkowe spotkanie informacyjne, tzw. Orientation Meeting. Spotkanie ma charakter szkolenia i bierze w nim udział sponsor programu CULTURAL HOMESTAY INTERNATIONAL (CHI). Student poznaje wtedy swoje prawa i obowiązki, może pytać o szczegóły. Dzięki temu po przylocie do USA można udać się bezpośrednio do pracodawcy. Dodatkowo studenci otrzymują informator, który zawiera wskazówki, porady, instrukcje i podpowiedzi, jak postępować w różnych sytuacjach.

tabela3

Po czym rozpoznać profesjonalną i rzetelną agencję pośrednictwa?

Wyjazd do USA na własną rękę jest niewątpliwe ekscytujący, ale z drugiej strony dość ryzykowny. Trudno inwestować w wyjazd duże pieniądze, jeśli nie ma się gwarancji pracy. Z kolei bez podpisanej umowy o pracę student nie otrzyma wizy. Dlatego rząd amerykański wystąpił z inicjatywą organizacji programu Work&Travel, który umożliwia studentom z całego świata wakacyjne wyjazdy połączone z legalną pracą zarobkową. Jednak, aby z niego skorzystać, należy skontaktować się z przedstawicielem amerykańskiego sponsora - agencją będącą oficjalnym organizatorem wyjazdów w ramach programu Work&Travel. To właśnie agencja ma uprawnienia do wydawania formularza DS-2019, który jest niezbędny do otrzymania wizy.

Istnieje kilka kryteriów, dzięki którym łatwiej jest wykluczyć nieuczciwych i mało operatywnych organizatorów. Im więcej warunków jest spełnionych, tym większa pewność, że mamy do czynienia z profesjonalistami. Dlatego student zgłaszający się do pośredniczącej agencji powinien zadać jej kilka następujących pytań:

  1. Czy firma posiada licencję na prowadzenie agencji zatrudnienia, tzn. czy firma może się pochwalić wpisem do rejestru prowadzonego przez Ministerstwo Gospodarki i Pracy? To zwiększa jej wiarygodność.
  2. Jak długo firma działa na rynku? Im dłużej, tym większa pewność, że posiada lepsze rozeznanie na amerykańskim rynku pracy.
  3. Czy firma może przedstawić referencje ze strony polskich uczestników jej wakacyjnych wyjazdów?
  4. Czy firma współpracuje oficjalnie z amerykańskim partnerem, powołanym do koordynowania programu w imieniu rządu USA?
  5. Jakich pracodawców ma w ofercie, jakie warunki pracy?
  6. Czy w pakiecie jest zawarte ubezpieczenie?
  7. Czy oferowane przeloty są dostatecznie komfortowe, realizowane z wiarygodnymi liniami lotniczymi i wiodą bezpośrednio do ośrodków położonych możliwie blisko miejsc zatrudnienia?
  8. Czy organizator przeprowadza szkolenia oraz spotkania informacyjne przed wyjazdem? (to pozwala lepiej przygotować się do wyjazdu i eliminuje konieczność odbywania takich szkoleń na miejscu - wówczas po przylocie można bezpośrednio udać się do swojego pracodawcy; jest to o tyle korzystne, że student unika wtedy dodatkowych kosztów podróży do miejsca szkolenia, jakim jest np. Nowy Jork lub Chicago, ponieważ połączenia wewnątrz USA nie należą do tanich).
  9. Czy organizator oferuje assistance na miejscu? W jaki sposób pomoże studentowi w razie nieprzewidzianego problemu? Czy organizator posiada własne biuro na terenie USA? Warto w tym miejscu zapytać, czy jest to rzeczywiście własne biuro organizatora, czy tylko biuro amerykańskiego kontrahenta; jeśli organizator może się poszczycić własną placówką, świadczy to o poczuciu odpowiedzialności za wysyłanych za granicę studentów; ponadto, jeśli posiada własne biuro, to unikniemy też dodatkowych kosztów połączeń telefonicznych z Polską oraz kłopotów związanych z różnicą czasową.
  10. Jaki jest odsetek pozytywnie załatwionych wniosków wizowych za pośrednictwem danego biura?


[http://gu.us.edu.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Podróż bez końca

0 komentarze

St Martin's, The Isles of ScillyImage via Wikipedia

Czy wiecie, jakie są trzy najpiękniejsze rzeczy na świecie?

Jak mówi stare powiedzenie w cornish (zanikający język celtycki używany na archipelagu Scilly na Atlantyku; wedle literatury tam Bóg przemawiał w cornish a diabeł po angielsku) są to: "Kobieta z dzieckiem, łódź z rozwiniętymi żaglami i łan zboża falujący na wietrze". Z "Podróży bez końca" dowiemy się również, dlaczego owa kraina uchodzić może za mityczne Wyspy Szczęśliwe, raj Hesperyd, Eden.

W swojej niezwykłej książce Claudio Magris wyprawia się na antypody, ale i do mikrokosmosów w niedalekim sąsiedztwie rodzinnego Triestu (ur. 1939). Przywołuje istrorumuńskich Cyncarów i Cziribirów, odwiedza w Los Angeles potomków słynnego kompozytora Arnolda Schönberga, współczesnych poetów w Wietnamie i groby perskich liryków w Iranie. Przecież - jak powiada - celem podróży są ludzie. I im, i krainom, które odwiedza, okazuje wielką czułość i wyrozumiałość, broniąc się przed pokusą łatwych sądów czy uproszczeń, choć wizyty bywają czasem krótkie, a rozdziały nieraz zaledwie kilkuakapitowe.
"Podróż bez końca" to zbiór 16 szkiców pisanych w ciągu ostatnich dekad (najstarszy, zresztą poświęcony Polsce, pochodzi z 1981 r.). Już sama dedykacja sprawia, że czytelnika przechodzi dreszcz: "Marisie oraz towarzyszom podróży, których kochałem i którzy dotarli już na miejsce". Bo - jak dowodzi autor - podróżowanie ma coś wspólnego ze śmiercią, lecz "jest również odwlekaniem śmierci, odkładaniem na jak najpóźniej przybycia na miejsce, spotkania z istotą rzeczy".

Ta erudycyjna książka (a w zasadzie książeczka - liczy zaledwie 130 stron, z czego 20 zajmuje pasjonująca odautorska przedmowa) jest bogata w literackie odniesienia. Magris sięga m.in. do Tassa, Dantego, Cervantesa, przywołuje Dostojewskiego i Manna, ale też cytuje pieśni i zwroty w języku istrorumuńskim, którym dziś mówi co najwyżej kilkaset osób. W drogę zawsze bierze książki, gdyż, jak wyznaje, "trudno mi podróżować bez papieru, bez książek, które można ustawić przed światem niczym lustro aby przekonać się, czy świat i jego odbicie pasują do siebie, czy też są ze sobą sprzeczne".

Jego "Podróż bez końca" jest kopalnią arcycelnych przemyśleń i pięknych metafor. Na przykład romańska katedra w szwedzkim Lund zyskuje miano "potężnej fortecy wiary", św. Ludwik Gonzaga to "śmiały żeglarz po niepojętym morzu egzystencji", monitory komputerów "ożywają niczym lampa Aladyna", zaś uważność staje się "pewną formą modlitwy". I właśnie pod piórem tego niezwykle uważnego podróżnika (podczas spotkania na ostatnich targach książki w Warszawie powiedział mi, że będąc w drodze, wieczorami pilnie robi notatki) nawet ograne miejsca, symbole turystycznego przemysłu, ukazują czytelnikowi jakże inne oblicze.

Jeden z moich ulubionych rozdziałów - "Pierwszy lot don Serafina" - opowiada o Wyspach Kanaryjskich. Ale jak! Oto widziane okiem Magrisa prastare draco, słynne smocze drzewo w Icod na Teneryfie: "To drzewo jest wielością; jest wieloma drzewami, jest górą, którą przecinają rzeki i wąwozy, jest twarzą przemieniającą się w tyle innych twarzy, gmatwaniną, grymasem i ironicznym uśmiechem metamorfozy".

Można by tak cytować i cytować. Niestety, pora kończyć. Bo, jak pisze Magris, "podróż, nawet najciekawsza, jest zawsze pauzą, ucieczką, doświadczeniem braku odpowiedzialności, odpoczynkiem od wszelkiego prawdziwego ryzyka".

Na szczęście tę wspaniałą książkę zawsze można mieć pod ręką.

Z Claudio Magrisem warto podróżować, choćby na papierze.

PS Claudio Magris, znany włoski pisarz, tłumacz i eseista, jest profesorem współczesnej literatury niemieckiej na uniwersytecie w Trieście, laureatem wielu prestiżowych nagród, m.in. Herdera i Erazma. Ośrodek Pogranicze w Sejnach uhonorował go niedawno tytułem Człowiek Pogranicza.

Claudio Magris: "Podróż bez końca", tłum Joanna Ugniewska, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2009, s. 130, cena 32 zł

[http://wyborcza.pl]

Reblog this post [with Zemanta]

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Obrona przed wirusami McAfee

0 komentarze

McAfee — informacje

McAfee dla użytkowników indywidualnych

Produkty McAfee dla użytkowników indywidualnych obejmują światowej klasy rozwiązania dostępne w sprzedaży detalicznej i w trybie online, przeznaczone do ochrony, zabezpieczania i optymalizacji komputerów klientów indywidualnych.


Zaawansowane rozwiązania firmy McAfee przeznaczone dla komputerów osobistych obejmują znakomite programy antywirusowe, zabezpieczenia, programy do szyfrowania danych i optymalizacji działania komputerów. Zarządzane usługi dotyczące zabezpieczeń internetowych oferowane przez firmę McAfee są udostępniane za pomocą opatentowanego systemu dostarczania oprogramowania przez przeglądarkę internetową, aby zapewnić usługi użytkownikom w trybie online za pośrednictwem witryny sieci Web home.mcafee.com. Jest to jedna z największych płatnych witryn internetowych obsługującej ponad dwa miliony aktywnych subskrybentów.

Firma McAfee, Inc. z siedzibą w Santa Clara w Kalifornii jest wiodącym producentem zabezpieczeń sieciowych i rozwiązań z dziedziny dostępu do Internetu. Firma McAfee tworzy najlepsze w swojej klasie oprogramowanie w dziedzinie zabezpieczeń komputerowych, które zapobiega włamaniom sieciowym i chroni systemy komputerowe przed następną generacją zagrożeń i ataków kombinowanych. Więcej informacji o firmie McAfee można znaleźć w witrynie www.mcafee.com.

Wszystkie produkty firmy McAfee korzystają ze wsparcia cenionego zespołu zajmującego się badaniem wirusów, McAfee AVERT, który chroni klientów firmy McAfee przed atakami najnowszych i najbardziej zaawansowanych wirusów.

Podstawowe fakty

  • Data założenia: 1989
  • Oznaczenie giełdowe: MFE








Reblog this post [with Zemanta]

sobota, 8 sierpnia 2009

Ranking lotnisk

0 komentarze

A picture of A'REX train station at Incheon In...Image via Wikipedia

Przedstawiamy ranking największych i najlepszych portów lotniczych świata.


Ubiegły rok dla lotnisk miał dwa, bardzo różne oblicza. W pierwszej połowie liczba pasażerów generalnie rosła, podobnie jak we wcześniejszych latach. Jesienne miesiące przyniosły już jednak spadki, a zima 2008/09 okazała się wprost katastrofalna. Jak wynika z najświeższych danych za pierwsze miesiące tego roku, liczba pasażerów rośnie tylko w Chinach i Zatoce Perskiej. A niektórzy giganci notują nawet spadki wynoszące kilkanaście proc. w skali roku.

Także polskie porty lotnicze w 2008 r. zaczęły przeżywać trudniejsze chwile. Warszawskie Okęcie planowało przekroczenie symbolicznej bariery 10 mln odprawionych pasażerów (w tego typu statystykach uwzględnia się osoby odlatujące, przylatujące, jak również przesiadające się na danym lotnisku). Ostatecznie skończyło się na mniej niż 9,5 mln pasażerów, a wyniki w ostatnim kwartale były fatalne. Spadek w przekroju całego 2008 roku zanotował port lotniczy im. Jana Pawła II w podkrakowskich Balicach, zajmujący w Polsce drugą pozycję.

Polskie lotniska, jak widać ze statystyk, wciąż nie są istotnymi graczami. Choć Polacy latają coraz więcej, wciąż daleko nam do Niemców czy Brytyjczyków. Co gorsza, część linii lotniczych, do tej pory traktujących nasz rynek jako wyjątkowo perspektywiczny, z powodu kryzysu ogranicza loty do Polski. Sporych cięć, szczególnie na zimę, dokonuje Ryanair, będący dla najmniejszych polskich lotnisk podstawowym przewoźnikiem. EasyJet zrezygnował z Warszawy, swoją obecność w stolicy ogranicza też Norwegian. Najbardziej solidnym partnerem portów lotniczych pozostaje węgierski Wizz Air, dla którego nasz rynek jest wciąż najważniejszy.

O ile lotniska amerykańskie wciąż mogą określać się jako największe na świecie, to najlepsze znajdują się w Azji i Europie. Tegoroczne zestawienie Skytrax wygrał port w Incheon w Korei Południowej. W Europie najlepiej oceniono lotniska w Zurychu i Monachium. Jedynym polskim obiektem wziętym pod uwagę było Okęcie. Jego wynik - 130 miejsce na 180 lotnisk - chluby raczej nie przynosi.

2008 r. RANKING NAJWIĘKSZYCH PORTÓW LOTNICZYCH ŚWIATA według liczby obsłużonych pasażerów

2008 r. RANKING NAJWIĘKSZYCH PORTÓW LOTNICZYCH ŚWIATA według liczby obsłużonych pasażerów

Źródło: Skytrax

[http://www.polityka.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

czwartek, 6 sierpnia 2009

Świńska grypa przyleci do Polski samolotem

0 komentarze

SHANGHAI, CHINA - NOVEMBER 12:  Taxi drivers w...Image by Getty Images via Daylife

Według najnowszych danych MSWiA, w ciągu trzech miesięcy na grypę zachorowało 100 Polaków

Jesienią w Polsce można spodziewać się desantu powietrznego wirusa A/H1N1. Linie lotnicze na Zachodzie już próbują znaleźć sposób na zapanowanie nad roznoszeniem wirusa świńskiej grypy. Przedstawiciele LOT-u, największego polskiego przewoźnika, nie widzą jednak powodu do paniki.

- Jesteśmy w stałym kontakcie z Głównym Inspektoratem Sanitarnym, ale żadnej wzmianki o konieczności zaostrzenia procedur dotąd nie otrzymaliśmy - mówi Andrzej Kozłowski, rzecznik PLL LOT. I dodaje: - Poprzestajemy więc na wzmożonych obserwacjach pasażerów, kierując się także zaleceniami międzynarodowej organizacji lotnictwa cywilnego IATA, która jasno stwierdziła, że pandemia nie stwarza zagrożenia dla ruchu lotniczego.

Problem w tym, że z badań krajów, które kilka lat temu doświadczyły epidemii ptasiej grypy, wynika, iż komunikacja lotnicza szczególnie sprzyja roznoszeniu wirusa. Skutecznym narzędziem neutralizowania wirusów są pokładowe systemy klimatyzacji. Standardowo montowane od lat 90. filtry HEPA wyłapują i neutralizują do 99 proc. wirusów przenoszonych w powietrzu, w tym także wirusy grypy.

By system był skuteczny, potrzebne są jednak częste wymiany filtrów w klimatyzatorach. W czasie epidemii ptasiej grypy w Azji linie Cathay Pacific z Hongkongu wymieniały filtry raz w tygodniu. - Średni czas użytkowania filtrów w naszych samolotach to jeden rok - mówi Andrzej Kozłowski z LOT-u, przyznając, że służby sanitarne nie sygnalizowały firmie konieczności zaostrzenia procedur.

Spokojne podejście LOT-u do pandemii wynika ze stanowiska polskich służb sanitarnych. Konsekwentnie przestrzegają one przed rozdmuchiwaniem zagrożenia wirusem A/H1N1, który zaatakował w Polsce znikomą liczbę osób. Według najnowszych danych resortu spraw wewnętrznych od kwietnia na świńską grypę zachorowało w Polsce zaledwie 100 osób.

To znikoma liczba w porównaniu z 50 tysiącami przypadków sezonowej grypy tygodniowo, które co roku są notowane w Polsce na jesieni. Minimalny wpływ pandemii na sytuację w Polsce to główny powód, dla którego nasze władze wykluczają możliwość przedłużenia wakacji szkolnych. Przesunięcie początku roku szkolnego o miesiąc rozważają poważnie eksperci Unii Europejskiej. - Unia nie ma uprawnień, by wymusić na nas takie decyzje - mówi Jerzy Barski z gabinetu politycznego minister edukacji narodowej. I tłumaczy: - Zresztą biorąc pod uwagę niewielki zasięg wirusa w Polsce, opóźnienie początku roku szkolnego w ogóle nie jest ani nie będzie rozważane.

Za granicami Polski strach przed chorobą nie słabnie. Zwłaszcza, gdy chodzi o podróże na Wyspy Brytyjskie, gdzie chorych jest już 10 tys. osób.

Linie lotnicze próbują włączyć się w walkę z wirusem. Brytyjski przewoźnik Virgin Atlantic sondował możliwość wprowadzenia zakazu wpuszczania na pokład pasażerów, u których podejrzewana jest świńska grypa. Pomysł, napotkał opór Komisji Europejskiej.


Odkryto wirusa A/H1N1 odpornego na leki

Obydwa sprawdzone już w praktyce preparaty antywirusowe oraz testowana szczepionka mogą nie poradzić sobie z nową falą pandemii, jeśli rozniesie się po świecie nowy szczep lekoopornego wirusa A/H1N1. Amerykańskie służby medyczne poinformowały wczoraj, że odkryły nową mutację wirusa świńskiej grypy w okolicy granicy USA i Meksyku. Nie skutkuje na niego zupełnie lek tamiflu, uważany za skuteczny na ten zarazek.

- Mamy pod obserwacją kilka przypadków w okolicach El Paso oraz blisko McAllen w Teksasie - powiedziała agencji AFP Maria Teresa Cerqueira, szefowa placówki Pan American Health Organization w La Jolla w Kalifornii.

Wcześniej Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przewidziała taki rozwój wypadków. Przestrzegano przed pochopnym i dowolnym stosowaniem na szeroką skalę leku tamiflu na świecie, obawiając się, że może to spowodować uodpornienie się wirusa świńskiej grypy na oseltamivir, główny aktywny składnik tamiflu. Zanamivir zawierają pastylki relenzy, też skuteczne na wirusa A/H1N1.

Poza Stanami Zjednoczonymi na lekooporne wirusy świńskiej grypy natrafiono też w Kanadzie, Hongkongu, Japonii oraz w Danii.

- W Stanach Zjednoczonych lek tamiflu jest sprzedawany wyłącznie na receptę, ale w Meksyku i Kanadzie może go kupić każdy, a tabletki łyka się już po pierwszym kichnięciu - narzeka Maria Teresa Cerqueira.

Amerykańskie Centrum Zapobiegania Chorób (CDC) w Atlancie szacuje, że na świńską grypę może zachorować 40 proc. mieszkańców USA, jeśli szybko nie powstanie szczepionka na chorobę. Gdyby nowa odmiana wirusa się rozprzestrzeniła, surowica - której testy mają rozpocząć się w połowie miesiąca w USA - byłaby tak samo nieskuteczna jak szczepionki na zwykłą grypę sezonową.

Podczas typowego jesiennego sezonu grypowego z powodu komplikacji związanych z infekcją grypową umiera nawet do 35 tys. osób w USA. Na razie na świńską grypę zmarło tam niespełna 400 osób.

Obecnie nad szczepionką pracuje kilkanaście firm farmaceutycznych na świecie. Najbliżej celu wydaje się być brytyjskie GlaxoSmithKline, które chce zacząć produkować surowicę na A/H1N1 jeszcze przed końcem sierpnia.


[http://opole.naszemiasto.pl]


Reblog this post [with Zemanta]

środa, 5 sierpnia 2009

Ryanair śmieje się z kryzysu

0 komentarze

Ryanair Boeing 737-800 in Berlin-Schönefeld, n...Image via Wikipedia

Irlandzkie tanie linie lotnicze dobrze się mają w tej trudnej sytuacji gospodarczej. Jak zapewnia prezes Ryanaira Michael O'Leary nawet podczas recesji linie się rozwijają.
Choć charyzmatyczny szef przewoźnika przyznaje, że jego firma też odczuwa skutki kryzysu, to jednak znacznie słabiej niż konkurencja. Jest to zasługa niższych kosztów. "Dzięki temu wyjdziemy z recesji jako zwycięzcy" - wyraża nadzieję O"Leary.
W pierwszym kwartale tego roku Ryanair przewiózł o 11 proc. więcej pasażerów niż rok wcześniej. Jednak wpływy z biletów były o 3 procent niższe. Ile zarabia tania linia? Wyniki istotnie dają prawo O'Leary'emu do napawania się dumą. Od kwietnia do czerwca Ryanaira zarobił 136,5 miliona euro, jest to ponad pięciokrotnie więcej niż przed rokiem.

[http://www.ttg.com.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

niedziela, 2 sierpnia 2009

Stylea-bo każda kobieta chce dobrze wyglądać!

0 komentarze

Chcemy, aby każda kobieta nosząca biżuterię Stylea, czuła się wyjątkowo i pięknie każdego dnia!

Staramy się, aby biżuteria Stylea.pl prezentowana w sklepie odzwierciedlała najnowsze trendy
i wyszukany styl. Nasze korale, koraliki, naszyjniki, bransolety, zawieszki i kolczyki wprawią Cię
we wspaniały nastrój - wybierz coś dla siebie.

Najnowsza moda na wyciągnięcie ręki. Zapraszamy!



Reblog this post [with Zemanta]

Zapach faceta to nie zawsze perfumy

0 komentarze

Just a Walk in the Park

Jest przystojny, wysportowany, ma dobrą pracę i potrafi cię rozśmieszyć. Jest tylko jeden problem: jego zapach doprowadza cię do szału. Nie chodzi wcale o brak higieny osobistej, tylko o właściwy każdemu naturalny "aromat". Co zrobić w tej strasznie kłopotliwej sytuacji?

Podobno, im silniej reagujesz negatywnie na cudzy zapach, tym mniej dopasowani seksualnie jesteście. Jednak jeśli wasz seks ma się dobrze i kilka razy w tygodniu czerpiecie z niego przyjemność pomimo tego, że zapach ci przeszkadza, to nie jest źle.

JEŚLI KOCHASZ, TO TAKŻE JEGO ZAPACH

Jednak rzeczywiście może to być na dłuższą metę problematyczne, ponieważ jeśli się kogoś kocha to jego zapach jest ci najmilszy na świecie. Podobnie jak każda matka uważa, że jej dziecko pachnie cynamonem i wanilią, tak zakochani mogliby się rozpoznać po zapachu.

Jeśli zapytasz inne pary, to okaże się, że te o udanym życiu erotycznym, mają specyficzne określenia na zapach swojego partnera. Komuś żona pachnie jak świeżo upieczony bochenek chleba, inna pani powie, że jej mąż kojarzy jej się ze świeżo skoszonym sianem.


POWĄCHAJ, ZANIM PRZEJDZIESZ DO DRUGIEJ BAZY

Zapach jest dla nas bowiem niezwykle ważny, Niekiedy nie wiemy co decyduje o tym, że wybieramy właśnie daną osobę, choć kompletnie nie mieści się ona w granicach naszego ideału. Decyduje chemia, feromony i specyficzny skład zapachowy drugiej osoby.

Najlepszym miejscem, żeby kogoś poczuć jest krawędź włosów przy samej szyi, także zgięcia ramion i wnętrza dłoni. Pamiętacie jak w filmie "Pachnidło", bohater podążał za swoimi ofiarami odnajdując ich unikatowy słodki zapach nawet w tłumie? My tak dobrego węchu nie mamy, jednak jeśli cudzy zapach nie będzie nam odpowiadał, nigdy nie będziemy też w pełni oddawać się tej osobie w łóżku, nigdy seks pomiędzy wami nie będzie należycie satysfakcjonujący.

NIE CHODZI O BRAK HIGIENY

Nie chodzi wcale o zapach czystego, wyperfumowanego i dobrze zapakowanego ciała. Prawdziwy zapach pojawi się dopiero po kilku godzinach. Znacie kobiety, które sporo się pocą, unikają mydła a mimo to ciągną się za nimi wianuszkiem tabuny facetów? Gdybyście zapytały ich o co chodzi, okazałoby się, że kojarzy im się ona ze zwierzęcą istotą, pierwotną i oddaną swojemu naturalnemu rytmowi życia. W takich przypadkach biologia dominuje nad racjonalnym myśleniem i idziemy po prostu za swoim instynktem, na który poradzić nic nie możemy. To dlatego czasem prawniczka wiąże się z barmanem, który za nic nie odpowiada jej statusem czy wykształceniem.


ZNOWU TE GENY

Naukowcy udowodnili nawet, że to geny decydują o tym, kogo wybierzemy. Nasz indywidualny zapach jest ubocznym produktem genów, które budują nasz system immunologiczny. Poszukujemy więc osób o kompletnie przeciwnym systemie immunologicznym od naszego – tak, żeby powstałe potomstwo było jak najlepiej wyposażone na wypadek ataku infekcji od obojga rodziców. Przeprowadzono badania: ochotnicy mieli wąchać noszone przez 3 dni t-shirty płci przeciwnej i określić atrakcyjność danych osób. Wybrane osoby miały najbardziej niepodobne do siebie systemy immunologiczne od ochotników.

W 2006 roku w New Mexico State University przeprowadzono nowe testy i okazało się, że najlepsze pożycie mają właśnie pary, których systemy immunologiczne kompletnie się różnią.

KOBIETY TO PSY NA FACETÓW

Kobiety mają z natury lepszy węch i potrafią odczytać naturalny męski zapach jak dzik tropiący trufle, pod dezodorantem czy wodą kolońską. Okazało się za to, że panowie są dużo mniej odporni na perfumy, dlatego jak się okazuje warto zainwestować w Chanel N°5.

SEKS TO CHMURA ZAPACHU

Podczas seksu najsilniejszy zapach płynie z okolic narządów intymnych. Wyobraź sobie, jak to będzie podczas pełnego stosunku, jeśli już podczas gry wstępnej na poziomie twarzą w twarz czujesz się odrzucona przez jego zapach. Nie zapominaj też, że węch jest bezpośrednio powiązany ze smakiem, więc napotkasz też inne przeszkody... Nie chcesz chyba biegać do toalety i płukać ust płynem odkażającym?


NIE JEDZ CZOSNKU, BŁAGAM

Pamiętaj też, że sposób w jaki pachnie czy smakuje skóra może być efektem niewłaściwej diety, choroby czy używania silnych leków. Jeśli twój mężczyzna stale je czosnek, cebulę i popija to piwem, jego skóra będzie wydzielała podobnie nieciekawy aromat. Kiedy ktoś przechodzi przez dietę czy przestawia się na wegetarianizm, także zmienia się skład jego zapachu. Czasem więc zmiana jadłospisu, wizyta u lekarza pomaga, jeśli jednak kiedyś podobał ci się zapach twojego partnera a tylko ostatnio zaczyna cię on męczyć, być może rzecz leży gdzie indziej i wasze emocje względem siebie już kompletnie wystygły.

Wtedy rzeczywiście lepiej wymienić tego pana na inny model, z innym zapachem. I musimy uznać fakt, że zapach to afrodyzjak. Każdy nasz wyjątkowy seks zdarzył się z kimś, kto cudownie dla nas pachniał. Przy wyborze kolejnego partnera kieruj się więc węchem.


[http://www.dziennik.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Ucz się języków! Dziś znajomość języków obcych jest podsatawą

0 komentarze



Grupa ESCC



ESCC jest największą instytucją edukacyjną w Europie zajmującą się kształceniem na odległość. Pierwszą placówką stworzoną w ramach organizacji (1991 rok) była Europejska Szkoła Kształcenia Korespondencyjnego z siedzibą w Poznaniu. ESCC gwarantuje wysoki poziom merytoryczny kursów; są one opracowywane przez kadrę fachowców w danych dziedzinach, w oparciu o nowatorskie programy nauczania dostosowane do potrzeb rynku. Metoda dydaktyczna stosowana w kursach wywodzi się z bogatego doświadczenia edukacji korespondencyjnej w USA i krajach Europy Zachodniej. Każdy student jest "jedyny w klasie" – sam wybiera tempo, w jakim będzie się uczył, i ma zapewnioną opiekę osobistego nauczyciela.

Struktura organizacyjna firmy

W chwili obecnej Grupa ESCC posiada oddziały w 7 państwach: w Polsce, na Węgrzech, w Rumunii, w Rosji, na Ukrainie, na Białorusi i w Kazachstanie. Pod względem liczby uczących się ESCC jest jedną z największych instytucji edukacyjnych na świecie. Polski oddział jest liderem organizacji, pełni również funkcje zarządcze w stosunku do pozostałych placówek.



Reblog this post [with Zemanta]