Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Travel and Tourism. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Travel and Tourism. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 września 2009

Tanie linie murem za traktatem

0 komentarze

Ryanair at Girona airportImage via Wikipedia

Ryanair przeznaczy pół miliona euro, by przekonać Irlandczyków do poparcia traktatu lizbońskiego w jesiennym referendum. To pierwszy europejski koncern, który zdecydował się prowadzić prounijną kampanię.

- Tylko półgłówki są przeciwko traktatowi lizbońskiemu - mówił w środę na konferencji prasowej Michael O'Leary, prezes Ryanaira, największych tanich linii lotniczych na świecie. Koncern w najbliższych dniach wyda 200 tys. euro na przekonywanie Irlandczyków do głosowania na "tak" podczas referendum 2 października. - Jeśli Irlandia odrzuci traktat, zaprzepaści swoją przyszłość - ostrzega prezes Ryanaira.
Europa czeka na referendum w napięciu. Od tego, czy Irlandczycy zagłosują "tak" zależy, czy wzmacniający Unię Europejską traktat lizboński wejdzie w życie. Dokument muszą ratyfikować wszystkie kraje członkowskie. Nie zrobiły tego jeszcze Niemcy (prezydent czeka na ekspresowe uchwalenie specjalnych ustaw kompetencyjnych) oraz Polska i Czechy, gdzie prezydenci czekają z podpisem właśnie na werdykt Irlandczyków.

Rok temu w czerwcu w pierwszym referendum za odrzuceniem traktatu głosowało prawie 54 proc. wyborców. Za tą porażką stał irlandzki milioner Declan Ganley i stworzony przez niego ruch Libertas, które prowadziły ostrą kampanię przeciwko traktatowi. Pod naciskiem członków UE Dublin zdecydował się przedłożyć traktat pod głosowanie po raz drugi. Według sondaży z początku lata powinno się udać - na "tak" chce głosować 54 proc. Irlandczyków.

Ale choć kampanię za traktatem prowadzi sam Pat Cox, popularny w Irlandii polityk, b. prezenter TV i były szef Parlamentu Europejskiego, komentatorzy wypominają, że tak jak rok temu kampania jest ospała. Co gorsza, nie jest też do końca pewne, czy poparcie dla traktatu się utrzyma. - Nie ufam naszym politykom. Są niekompetentni, bez pomocy tego referendum nie wygrają. A wówczas Irlandia zaprzepaści swoją przyszłość - mówi O'Leary.

Ryanair nie zamierza poprzestać tylko na ogłoszeniach. By nadać kampanii koloru, linie przeznaczą 300 tys. euro na specjalne obniżki cen biletów. W ten sposób Ryanair chce udowodnić, że także zwykli ludzie mogą skorzystać z dobrodziejstw UE. W końcu to dzięki uporowi Komisji Europejskiej i europarlamentu przełamano monopol tradycyjnych linii lotniczych i doprowadzono do obniżenia cen biletów.

Ta akcja to precedens w skali kontynentu. - Do tej pory europejskie firmy wspierały polityków, dorzucając się po cichu do ich kampanii wyborczej. Żaden wielki koncern nie stawał po stronie Europy z otwartą przyłbicą. Dobrze, że Ryanair przypomina Irlandczykom, że korzystali i będą korzystać z członkostwa w UE. Na wyspie szaleje kryzys i ludzie zaczęli o tym zapominać - mówi Cornelius Ochmann, ekspert niemieckiej Fundacji Bertelsmanna.

To właśnie na kryzysie usiłuje grać koalicja 15 ugrupowań przeciwnych przyjęciu traktatu. Ich zdaniem tylko pogłębi on gospodarczą zapaść na wyspie. - Rok temu pieniędzmi sypał Declan Ganley. Dobrze, że teraz po stronie zwolenników stanął ktoś taki jak O'Leary - mówi Ochmann.

Prezes Ryanair od lat słynie z niekonwencjonalnych pomysłów, chciał m.in. wprowadzić w samolotach płatne toalety czy montować na pokładach krzesła barowe, by upchnąć w maszynach więcej pasażerów. Sam uchodził za sceptycznego wobec Europy prawicowca, ale do polityki się nie mieszał, nie licząc reklam, na których umieszczał zdjęcia polityków, notabene bez ich zgody - np. francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego i Carli Bruni.

- Mnie interesuje gospodarka. Gdyby nie Europa i euro, Irlandia byłaby zdana na niekompetentnych polityków, chciwy sektor publiczny i związkowców, którzy zniszczyli irlandzką konkurencyjność. Podczas pierwszego referendum nie braliśmy udziału w kampanii, teraz nie możemy sobie pozwolić na bierność - wyjaśnia O'Leary.

Oprócz Ryanaira kampanię na rzecz przyjęcia traktatu lizbońskiego chce prowadzić amerykański koncern Intel, największy światowy producent procesorów, który w irlandzkich fabrykach zatrudnia 4,5 tys. ludzi. Ma na ten cel wydać kilkaset tysięcy euro.

wyborcza
Reblog this post [with Zemanta]

Loty bez luksusów

0 komentarze

Sky Europe B737 at Warsaw AirportImage via Wikipedia

Rozmowa z Marcinem Ziółkiem, dziennikarzem „Przeglądu Lotniczego”

Rz: Linia lotnicza SkyEurope zbankrutowała i ostatnio wiele się słyszy, że gorzej się dzieje wśród tanich przewoźników. Czy to oznacza, że nie będzie już taniego latania?

Marcin Ziółek: Tani przewoźnicy są podczas kryzysu w gorszej sytuacji, bo nie mają z czego ograniczyć kosztów. Do tej pory wszystko robili po kosztach. Zatrudniano minimalną wymaganą ilość personelu, podczas lotów pasażerowie nie dostawali posiłków i gazet, a czas postoju samolotu był ograniczony do minimum. Generalnie flota składała się z jednego typu samolotów i nie trzeba było szkolić mechaników obsługujących inne rodzaje maszyn. Dlatego teraz tradycyjne linie mogą jeszcze ograniczać wydatki i zaoferować sam przelot bez luksusów, a tanie linie już nie mają takiej możliwości.

Czy tradycyjne linie mogą się stać konkurencją dla tanich?

Tanie linie oferują loty z różnych lotnisk położonych w dużej odległości od większych miast. Przy połączeniu tradycyjnym do Londynu wysiada się na jednym z głównych lotnisk, a przy połączeniu tanimi liniami czasami ląduje się nawet w odległości 100 kilometrów. Dochodzą zatem koszty przejazdu. Przy zsumowaniu kosztów tradycyjni przewoźnicy nie wypadają więc aż tak źle.

Jakie niespodzianki mogą spotkać pasażerów tanich linii?

Trudno na przykład zwrócić bilet lub go przebukować. Czasami jeśli samolot taniej linii się spóźni, a my spóźnimy się na inny rejs, to nie zostanie nam zapewniony hotel lub inne połączenie. Mniejsze są limity bagażowe, więc może się okazać, że słono dopłacimy za walizki. Pasażerom nie są przyznawane konkretne miejsca na pokładzie – każdy, kto wejdzie do samolotu, siada, gdzie chce. W związku z tym rodzą się konflikty, bo na przykład rodzina chce usiąść obok siebie, a wolne miejsca to: jedno z przodu, jedno z tyłu i jeszcze jedno w środku. W dodatku niektórzy tani przewoźnicy umieszczają na pokładzie większą liczbę foteli, w związku z czym jest mniej miejsca na nogi.

Czy tanie latanie jest bezpieczne?

Na bezpieczeństwie nikt nie oszczędza, bo to jest priorytet. Pilot nie ryzykowałby lotu niesprawnym samolotem, bo też jest człowiekiem i ma rodzinę. Dlatego nie poleciałby maszyną, która w ogóle nie powinna się znaleźć w powietrzu. Poza tym samolot nie zostałby dopuszczony do lotu, bo wszystkie linie obowiązują te same przepisy.

Czy będzie można kiedyś polecieć tanimi liniami poza Europę?

Wielu przewoźników przymierzało się do otworzenia takiego połączenia między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Niestety nie jest to za bardzo opłacalne. Koszty paliwa nie pozwalają zapewnić w tym przypadku tak niskiej ceny za lot jak między krajami europejskimi.


rzeczpospolita


Reblog this post [with Zemanta]

środa, 12 sierpnia 2009

Uwaga: Polak na wakacjach!

0 komentarze

Nie ma miejsc w samolocie, wybrany hotel nie istnieje - nie ma się czemu dziwić, że turysta zaskarża biuro podróży. Czy jednak nie za bardzo się przyzwyczajamy do narzekań? Polacy są w stanie skarżyć biuro za to, że w Szwajcarii pilot nie pokazał im fioletowej krowy z reklamy Milki albo że dostali większy pokój zamiast mniejszego.

Jeden z rezydentów na Cyprze, Marcin Serwacki opowiadał jak para zwróciła się o odszkodowanie, bo zamiast pokoju dwuosobowego dostała trzyosobowy . Marek Pawłowski, pilot wycieczek, też miał do czynienia, jak to nazywa, z kompleksem Polaka, "który przecież zawsze ma gorzej”. Na promie pewne małżeństwo miało wykupioną kajutę wewnętrzną, ale że nie było dużo pasażerów, to dostało zewnętrzną, z oknami. Pan się jednak bardzo zdenerwował, że w tej kajucie się nie składają łóżka, a przecież fakt, że w wewnętrznych kabinach się składały, było wynikiem wyłącznie minimalnych rozmiarów pomieszczenia.

Czy naprawdę nie możemy sobie pozwolić na odrobinę luksusu? Nawet jeśli nie musimy za to płacić? Sama się na to nacięłam. Wykupiliśmy wycieczkę do Turcji, w pakiecie miałam hotel trzygwiazdkowy, a okazało się, że nie ma dla nas w nim miejsca i zakwaterowali nas w hotelu obok. Nawet z zewnątrz wyglądał lepiej, ale co jak co, Polak umie walczyć o swoje. Trzy dni z rzędu chodziłam do mojego niedoszłego hotelu z groźbami, aż w końcu poskutkowało, pokój się znalazł, ale czy byłam bardziej zadowolona, że śmierdziało na korytarzu i ciekła klimatyzacja?

Czasem po prostu jesteśmy niezadowoleni z tego, że w ogóle wybraliśmy się na wycieczkę do danego miejsca. Czy można na Krecie narzekać na cykady i przyrównywać je do rżniętej blachy? Czy można w Egipcie narzekać na nadmiar Arabów? A w Tunezji na brak wieprzowiny i odgrażać się, że od tej pory bez prosiaka ani rusz! Owszem muzułmanie nie jedzą mięsa wieprzowego i go nie serwują, ale szwedzki stół w ich wykonaniu to naprawdę wspaniała uczta.

Niekiedy można wnieść skargę po prostu dla zasady. Pewna pani poskarżyła się, że deszcz padał. Innym razem ktoś miał pretensje do rezydenta, że chodzi w kurtce z kapturem - w biurze do tej pory nie wykombinowano, dlaczego komuś to przeszkadzało. Marek wspomina, jak w Grecji prom miał duże opóźnienie i jeden pan z jego grupy to skomentował: - Gdybym był na tej wycieczce z niemieckim biurem podróży, prom by się na pewno nie spóźnił. Lecz Polak nie zauważył, że obok stały i czekały autokary z turystami z Holandii, Szwecji, jak również z Niemiec.

Marek przytacza historię o tym, jak pewnego razu przewodnik opowiadał o Atenach, a jeden ze słuchaczy przerwał mu kulturalnie słowami: - Wie pan, pan tak opowiada nam o tej historii, i tak ładnie nawet, ale w końcu może nam pan coś powie o Domestosie?! A przewodnik po chwili konsternacji odpowiedział: na środkach czystości to ja się nie znam, ale jeśli panu chodzi o słynnego mówcę Demostenesa, to zaraz będę o nim mówił.

W Portugalii grupa turystów spotkała się, by omówić plan wycieczek fakultatywnych. Jeden z uczestników na wszystko kręcił nosem, padło pytanie: - Czy pan jedzie do Lizbony? - Nie, czy za jednym razem mam zobaczyć cały świat? Zresztą, co ja będę jeździć, jeśli ja Ojcowa jeszcze nie widziałem.

A czego nie zrobią turyści, żeby w autokarze siedzieć z przodu, tam gdzie jest najwięcej miejsca. Marek opowiada o dziewczynie, która przyszła z nogą w gipsie. Rzekomo złamała ją dwa dni wcześniej, jednak okazało się, że zrosła się na następny dzień, z końcem podróży autokarem.

Co jest jeszcze niestety bardzo polskie? Skąpstwo. Jeżdżą na "lasty” (last minute), a oczekują hoteli pięciogwiazdkowych. - Lubię być obsługiwany, ale nie lubię płacić napiwków, przecież już było płacone - to bardzo nagminne dla Polaków - mówi Marek. Kolejna kwestia to wynoszenie jedzenia z bufetów. Kucharze się skarżą, że na śniadanie schodzi więcej chleba dla polskiej grupy niż dla całego hotelu, wynoszą kanapki w kieszeniach i torebkach. Mogę się jednak założyć, że piloci wycieczek z innych krajów są karceni za to samo. Sama widziałam, że nie tylko Polacy wychodzą z hotelowych restauracji z wypchanymi kieszeniami.

I kolejna bardzo charakterystyczna sprawa. Polak jest naprawdę dumny ze swojego języka. W jakimkolwiek kraju by nie był, towarzyszy mu przeświadczenie, że co jak co, po polsku to on się dogada wszędzie. Nikt nie rozumie? W porządku, powtórzy trochę głośniej. A im dłużej próbuje, tym mówi jeszcze głośniej i wyraźniej, najlepiej dzieląc na sylaby. I-LE KO-SZTU-JE TA TO-REB-KA?, sprzedawca kręci z niezrozumieniem głową, a nasz rodak nie traci animuszu, przecież jak trochę SZE-RZEJ otworzy U-STA, to wtedy sprzedawca na pewno go zrozumie! Jak się przekonał Marek, wcale to nie takie niemożliwe. Na wycieczce w Chinach swoim słabym chińskim wspomagał polską turystkę w dogadaniu się z taksówkarzem, gdzie ma jechać. Marek próbował, ale półchiński to nie to samo co chiński i "malutki człowieczek” go nie rozumiał. Wtedy zniecierpliwiona Polka wysyczała do kierowcy: - k...wa, no mówię ci napie...alaj na tę ulicę, co to ja mam cię tu uczyć jak jeździć po Szanghaju k...wa? I pojechał, i trafił.

[http://wiadomosci.wp.pl]

Reblog this post [with Zemanta]

sobota, 8 sierpnia 2009

Lotnisko w Krakowie nazywa się - Katowice

0 komentarze

CIMG5511Image by Phil LaCombe via Flickr

Niejasne oznaczanie biletów z Krakowa i Katowic przez niektóre linie lotnicze doprowadza pasażerów do białej gorączki. Z informacji ba bilecie dowiadują się, że lecą z miejscowości, która nazywa się Katowice/Kraków. Tymczasem między lotniskami Pyrzowice i Balice jest dystans ok. 80 km.

Linie Wizz Air oznaczają loty z Pyrzowic bądź Balic jako lotnisko Katowice/Kraków. Prowadzi to do ogromnych nieporozumień. Np. pasażerka z Suwałk lecąca do Paryża po przybyciu do Krakowa dowiedziała się, że samolot, który wystartuje za kilkadziesiąt minut, odlatuje z lotniska Pyrzowice pod Katowicami. Oczywiście na swój samolot nie zdążyła, a Wizz Air odmówił przebudowania biletów.
Pasażerowie z zagranicy mają także kłopoty. Widząc nazwę miejscowości, do której lecą – Katowice/Kraków – w wielu wypadkach myślą, że Katowice to nazwa krakowskiego portu lotniczego.


Władze portu Balice mają za złe linii Wizz Air, że za granicą loty do Katowic sygnuje nazwą miasta Kraków. To dobry chwyt marketingowy, ponieważ Kraków jest o wiele lepiej rozpoznawalny za granicą niż Katowice. Dopiero po przylocie turyści dowiadują się, że aby zwiedzić Kraków musza pokonać jeszcze 80 km.

Pasażerowie powinni pamiętać, że na bilecie oraz rezerwacji powinna znajdować się jasna i czytelna informacja o miejscu wylotu i przylotu. Osoba, która czuje się oszukana powinna zgłosić się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.







[http://www.air-europa.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

sobota, 1 sierpnia 2009

Vacansoleil Camping Holidays, lider turystyki kempingowej

0 komentarze


Vacansoleil Camping Holidays jest liderem europejskiego rynku wakacji na kempingu oferując ponad 325 najwyższej klasy kempingów w 16 krajach Europy. Wybierz spośród kilku rodzajów komfortowych mobile home'ów z łazienką, luksusowego namiotu typu bungalow lub parceli pod własny namiot lub przyczepę. By ułatwić Wam wybór na naszej stronie internetowej znajdziecie krótkie filmy z większości kempingów z naszej oferty.
Z Vacansoleil wszyscy doskonale się bawią!

Reblog this post [with Zemanta]