Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New York City. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New York City. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 sierpnia 2009

Praca w USA - szansa na wakacje marzeń

0 komentarze

NYC - Bank of New York BuildingImage by wallyg via Flickr

Okazuje się, że praca w USA jest realną propozycją dla każdego studenta i wbrew pozorom zdobycie jej wcale nie musi graniczyć z cudem. Jeśli weźmiemy pod uwagę obiegowy stereotyp, że zdobycie amerykańskiej wizy jest bardzo trudne, szczególnie tej z pozwoleniem na pracę, to w pierwszej chwili trudno dać temu wiarę.

A jednak! Specjalnie z myślą o aktywnych, ciekawych świata młodych ludziach został stworzony program Work & Travel, który łączy wakacje oraz możliwość poznania kultury najbardziej rozwiniętego kraju świata z pracą zarobkową. Jest on realizowany pod nadzorem Departamentu Stanu USA przez amerykańską fundację Cultural Homestay International. W programie Work&Travel (Pracuj i Zwiedzaj) u niektórych organizatorów (np. Student Adventure) niemal wszyscy aplikujący studenci otrzymuje pozytywną decyzję na wniosek o wizę J-1, pozwalającą na 4-miesięczną pracę oraz dodatkowo 4 tygodnie podróżowania po Stanach.


tabela1 Istotą programu jest otwarcie przed studentami możliwości poznania Ameryki - w szczególności tamtejszej kultury i obyczajów - w powiązaniu ze zdobywaniem doświadczenia w pracy zarobkowej. Tę szansę niesie podjęcie legalnego zatrudnienia w firmach i instytucjach amerykańskich. Każdego roku uczestniczą w nim dziesiątki tysięcy młodych ludzi pragnących zakosztować Ameryki. Coraz więcej wśród nich polskich studentów. Tylko w zeszłym roku dzięki promotorowi programu - firmie Student Adventure, na niekonwencjonalne wakacje wyjechało z Polski ponad 1500 osób.

Do Unii czy do Stanów?

Wiele osób powie, że wejście Polski do Unii Europejskiej otworzyło przed Polakami niektóre rynki pracy krajów członkowskich, wobec czego tak odległa podróż staje się zbędna. Trzeba jednak pamiętać, że ilość ofert pracy z UE zaspokaja jedynie niewielki odsetek Polaków chętnych ją tam podjąć. Do tej pory tylko 3 kraje (Wielka Brytania, Irlandia i Szwecja) zdecydowały się przyjmować bez ograniczeń naszych obywateli, a pozostałe wciąż stosują kontyngenty, i to jedynie na prace sezonowe. Zresztą w wymienionych krajach pracy jest też "jak na lekarstwo", a na dodatek rzadko można liczyć na coś więcej, niż przysłowiowy "zmywak" w restauracji. Zajęcia te, oprócz zarobku, nie gwarantują ani rozwoju zawodowego ani szlifowania języka obcego. Są to często krótkotrwałe (kilka tygodni) zastępstwa osób przebywających na urlopach. Później naszych rodaków czeka kolejna faza uciążliwych i pełnych stresów poszukiwań. Tymczasem wyjazd w ramach programu Work & Travel to inwestycja, która się opłaca.

tabela2
Stosunkowo kosztowna podróż za ocean, dzięki legalnej, stałej pracy, zwraca się bardzo szybko. Dodatkowo studenci mają szansę na bliski kontakt z ludźmi, gdyż bardzo wiele ofert to praca w sektorze usług - w hotelach, kasynach, restauracjach. I to nie na zapleczu, a na przysłowiowej "pierwszej linii"! Dzięki temu polscy studenci nie tylko lepiej poznają amerykańską kulturę i język oraz wypracowują sobie tzw. "historię" do CV, ale także mają możliwość dorabiania niemałych kwot napiwkami.

Ważne nie tylko zarobki, ale również ceny i koszty utrzymania

Nikt nie neguje, że również w krajach Unii można bardzo przyzwoicie zarobić (pod warunkiem zdobycia stałej pracy na dłuższy czas). Jednak wynagrodzenie to tylko jedna strona medalu. Należy również pamiętać o kosztach utrzymania - a te są w USA zdecydowanie niższe niż w Europie. Np. mieszkanie można wynająć za 200-250 dolarów na miesiąc, a w Wielkiej Brytanii normą jest cena w granicach 500 dolarów - czyli co najmniej dwa razy drożej. Odpowiednio tańsza jest też żywność czy paliwo. Dodatkowym benefitem w przypadku wyjazdu do USA jest możliwość zrobienia tanich zakupów (np. sprzętu elektronicznego), a także organizacji po kilku miesiącach pracy fantastycznej wycieczki objazdowej po tym niezwykłym kraju, a nawet wypoczynku na Florydzie, w Kalifornii czy Meksyku. Ceny nie rzucają na kolana, baza turystyczna jest bardzo dobrze rozbudowana i dopasowana do kieszeni każdego turysty - nawet studenta. A kupno samochodu na kilka tygodni jest stosunkowo proste i nie wymaga angażowania znacznych kwot - np. wóz terenowy dobrej marki w bardzo przyzwoitym stanie kosztuje już od kilkuset dolarów.

Kto może uczestniczyć w programie?

Aby zostać uczestnikiem Work & Travel, wystarczy: mieć 18-30 lat, być studentem wyższej uczelni lub studium policealnego, mówić po angielsku (osoby ze słabą znajomością mogą ubiegać się o pracę na zapleczu - tzw. back of the house), mieć ważny paszport. Studenci, którzy decydują się na wyjazdy do USA za pośrednictwem wyspecjalizowanej agencji (np. Student Adventure), jeszcze w Polsce odbywają obowiązkowe spotkanie informacyjne, tzw. Orientation Meeting. Spotkanie ma charakter szkolenia i bierze w nim udział sponsor programu CULTURAL HOMESTAY INTERNATIONAL (CHI). Student poznaje wtedy swoje prawa i obowiązki, może pytać o szczegóły. Dzięki temu po przylocie do USA można udać się bezpośrednio do pracodawcy. Dodatkowo studenci otrzymują informator, który zawiera wskazówki, porady, instrukcje i podpowiedzi, jak postępować w różnych sytuacjach.

tabela3

Po czym rozpoznać profesjonalną i rzetelną agencję pośrednictwa?

Wyjazd do USA na własną rękę jest niewątpliwe ekscytujący, ale z drugiej strony dość ryzykowny. Trudno inwestować w wyjazd duże pieniądze, jeśli nie ma się gwarancji pracy. Z kolei bez podpisanej umowy o pracę student nie otrzyma wizy. Dlatego rząd amerykański wystąpił z inicjatywą organizacji programu Work&Travel, który umożliwia studentom z całego świata wakacyjne wyjazdy połączone z legalną pracą zarobkową. Jednak, aby z niego skorzystać, należy skontaktować się z przedstawicielem amerykańskiego sponsora - agencją będącą oficjalnym organizatorem wyjazdów w ramach programu Work&Travel. To właśnie agencja ma uprawnienia do wydawania formularza DS-2019, który jest niezbędny do otrzymania wizy.

Istnieje kilka kryteriów, dzięki którym łatwiej jest wykluczyć nieuczciwych i mało operatywnych organizatorów. Im więcej warunków jest spełnionych, tym większa pewność, że mamy do czynienia z profesjonalistami. Dlatego student zgłaszający się do pośredniczącej agencji powinien zadać jej kilka następujących pytań:

  1. Czy firma posiada licencję na prowadzenie agencji zatrudnienia, tzn. czy firma może się pochwalić wpisem do rejestru prowadzonego przez Ministerstwo Gospodarki i Pracy? To zwiększa jej wiarygodność.
  2. Jak długo firma działa na rynku? Im dłużej, tym większa pewność, że posiada lepsze rozeznanie na amerykańskim rynku pracy.
  3. Czy firma może przedstawić referencje ze strony polskich uczestników jej wakacyjnych wyjazdów?
  4. Czy firma współpracuje oficjalnie z amerykańskim partnerem, powołanym do koordynowania programu w imieniu rządu USA?
  5. Jakich pracodawców ma w ofercie, jakie warunki pracy?
  6. Czy w pakiecie jest zawarte ubezpieczenie?
  7. Czy oferowane przeloty są dostatecznie komfortowe, realizowane z wiarygodnymi liniami lotniczymi i wiodą bezpośrednio do ośrodków położonych możliwie blisko miejsc zatrudnienia?
  8. Czy organizator przeprowadza szkolenia oraz spotkania informacyjne przed wyjazdem? (to pozwala lepiej przygotować się do wyjazdu i eliminuje konieczność odbywania takich szkoleń na miejscu - wówczas po przylocie można bezpośrednio udać się do swojego pracodawcy; jest to o tyle korzystne, że student unika wtedy dodatkowych kosztów podróży do miejsca szkolenia, jakim jest np. Nowy Jork lub Chicago, ponieważ połączenia wewnątrz USA nie należą do tanich).
  9. Czy organizator oferuje assistance na miejscu? W jaki sposób pomoże studentowi w razie nieprzewidzianego problemu? Czy organizator posiada własne biuro na terenie USA? Warto w tym miejscu zapytać, czy jest to rzeczywiście własne biuro organizatora, czy tylko biuro amerykańskiego kontrahenta; jeśli organizator może się poszczycić własną placówką, świadczy to o poczuciu odpowiedzialności za wysyłanych za granicę studentów; ponadto, jeśli posiada własne biuro, to unikniemy też dodatkowych kosztów połączeń telefonicznych z Polską oraz kłopotów związanych z różnicą czasową.
  10. Jaki jest odsetek pozytywnie załatwionych wniosków wizowych za pośrednictwem danego biura?


[http://gu.us.edu.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Podróż bez końca

0 komentarze

St Martin's, The Isles of ScillyImage via Wikipedia

Czy wiecie, jakie są trzy najpiękniejsze rzeczy na świecie?

Jak mówi stare powiedzenie w cornish (zanikający język celtycki używany na archipelagu Scilly na Atlantyku; wedle literatury tam Bóg przemawiał w cornish a diabeł po angielsku) są to: "Kobieta z dzieckiem, łódź z rozwiniętymi żaglami i łan zboża falujący na wietrze". Z "Podróży bez końca" dowiemy się również, dlaczego owa kraina uchodzić może za mityczne Wyspy Szczęśliwe, raj Hesperyd, Eden.

W swojej niezwykłej książce Claudio Magris wyprawia się na antypody, ale i do mikrokosmosów w niedalekim sąsiedztwie rodzinnego Triestu (ur. 1939). Przywołuje istrorumuńskich Cyncarów i Cziribirów, odwiedza w Los Angeles potomków słynnego kompozytora Arnolda Schönberga, współczesnych poetów w Wietnamie i groby perskich liryków w Iranie. Przecież - jak powiada - celem podróży są ludzie. I im, i krainom, które odwiedza, okazuje wielką czułość i wyrozumiałość, broniąc się przed pokusą łatwych sądów czy uproszczeń, choć wizyty bywają czasem krótkie, a rozdziały nieraz zaledwie kilkuakapitowe.
"Podróż bez końca" to zbiór 16 szkiców pisanych w ciągu ostatnich dekad (najstarszy, zresztą poświęcony Polsce, pochodzi z 1981 r.). Już sama dedykacja sprawia, że czytelnika przechodzi dreszcz: "Marisie oraz towarzyszom podróży, których kochałem i którzy dotarli już na miejsce". Bo - jak dowodzi autor - podróżowanie ma coś wspólnego ze śmiercią, lecz "jest również odwlekaniem śmierci, odkładaniem na jak najpóźniej przybycia na miejsce, spotkania z istotą rzeczy".

Ta erudycyjna książka (a w zasadzie książeczka - liczy zaledwie 130 stron, z czego 20 zajmuje pasjonująca odautorska przedmowa) jest bogata w literackie odniesienia. Magris sięga m.in. do Tassa, Dantego, Cervantesa, przywołuje Dostojewskiego i Manna, ale też cytuje pieśni i zwroty w języku istrorumuńskim, którym dziś mówi co najwyżej kilkaset osób. W drogę zawsze bierze książki, gdyż, jak wyznaje, "trudno mi podróżować bez papieru, bez książek, które można ustawić przed światem niczym lustro aby przekonać się, czy świat i jego odbicie pasują do siebie, czy też są ze sobą sprzeczne".

Jego "Podróż bez końca" jest kopalnią arcycelnych przemyśleń i pięknych metafor. Na przykład romańska katedra w szwedzkim Lund zyskuje miano "potężnej fortecy wiary", św. Ludwik Gonzaga to "śmiały żeglarz po niepojętym morzu egzystencji", monitory komputerów "ożywają niczym lampa Aladyna", zaś uważność staje się "pewną formą modlitwy". I właśnie pod piórem tego niezwykle uważnego podróżnika (podczas spotkania na ostatnich targach książki w Warszawie powiedział mi, że będąc w drodze, wieczorami pilnie robi notatki) nawet ograne miejsca, symbole turystycznego przemysłu, ukazują czytelnikowi jakże inne oblicze.

Jeden z moich ulubionych rozdziałów - "Pierwszy lot don Serafina" - opowiada o Wyspach Kanaryjskich. Ale jak! Oto widziane okiem Magrisa prastare draco, słynne smocze drzewo w Icod na Teneryfie: "To drzewo jest wielością; jest wieloma drzewami, jest górą, którą przecinają rzeki i wąwozy, jest twarzą przemieniającą się w tyle innych twarzy, gmatwaniną, grymasem i ironicznym uśmiechem metamorfozy".

Można by tak cytować i cytować. Niestety, pora kończyć. Bo, jak pisze Magris, "podróż, nawet najciekawsza, jest zawsze pauzą, ucieczką, doświadczeniem braku odpowiedzialności, odpoczynkiem od wszelkiego prawdziwego ryzyka".

Na szczęście tę wspaniałą książkę zawsze można mieć pod ręką.

Z Claudio Magrisem warto podróżować, choćby na papierze.

PS Claudio Magris, znany włoski pisarz, tłumacz i eseista, jest profesorem współczesnej literatury niemieckiej na uniwersytecie w Trieście, laureatem wielu prestiżowych nagród, m.in. Herdera i Erazma. Ośrodek Pogranicze w Sejnach uhonorował go niedawno tytułem Człowiek Pogranicza.

Claudio Magris: "Podróż bez końca", tłum Joanna Ugniewska, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2009, s. 130, cena 32 zł

[http://wyborcza.pl]

Reblog this post [with Zemanta]

sobota, 8 sierpnia 2009

Spośród polskich lotnisk, jedynie Jasionka na plusie

0 komentarze

O avião e o Pão de Açúcar / The airplane and t...Image by Márcio Cabral de Moura via Flickr

Z jedenastu polskich lotnisk, tylko port w podrzeszowskiej Jasionce zwiększył liczbę pasażerów oraz przylotów i odlotów samolotów.

Informacje opublikował Urząd Lotnictwa Cywilnego. Jest to porównanie pierwszych sześciu miesięcy 2008 i 2009 r. Dane obejmują pasażerów linii regularnych i czarterów.

W Jasionce o prawie 5 proc. wzrosła liczba przewożonych pasażerów. W pierwszym półroczu 2009 było ich 167 330, o 7500 więcej niż podczas sześciu miesięcy ub.r. Jeszcze bardziej wzrosła tzw. "liczba operacji pax”, czyli przylotów i odlotów samolotów pasażerskich. Z 1720 do 1885.

Pozostałe lotniska w Polsce odnotowały spadki, zarówno pasażerów, jak i operacji pax. W skali ogólnopolskiej ilość przewożonych pasażerów i operacji pax spadła o 10 proc.

Skąd sukces lotniska w Jasionce?

- Ciągle inwestujemy w infrastrukturę techniczną. Poprawiamy pasażerom komfort podróżowania. Sporo korzyści jest też z usamodzielnienia się i powołania spółki lotniskowej. To pozwala efektywniej działać – mówi Łukasz Sikora, szef zespołu marketingu Portu Lotniczego "Rzeszów-Jasionka”.





[http://www.nowiny24.pl]
Reblog this post [with Zemanta]